niedziela, 22 lutego 2026

idź spać

Gorzkie życie słodko płynie.

Mija góry i doliny.

Mija.

Chcę być po dobrej stronie

po czyjej.

Po prostu, zabrakło słów.

Na podłość,  miałkość, na pomyje.

Na zakłamanie,  fasady, kłamstwo i wszelkie zło

którego zewsząd w bród.


Milczę sobie więc po cichu

Bo słowo skręciło

i nęci łatwizną.


I to na dzisiaj wszystko.
















piątek, 30 stycznia 2026

Przyjaciel

 Zaprzyjaźniłam się. I cenię tę przyjaźń, bo... się opłaca.

Mój przyjaciel jest codziennie obecny. Widzę go, słyszę, rozumiem. Całe lata  go rugałam za wszystko. Za chęć życia najbardziej.  Za rysy na idealnej wizji człowieka bez skazy. Jezu. Nienawidzę tego.

Tak. Zbuntuj się. Zabij tego kalekę mentalnego, który nie pozwala ci chodzić i mówi, że jest przyjacielem a nie jest. Odetnij się od niego albo nie zrobisz kroku ni jednego. Będzie cię trzymał w twoim zatrutym mindsecie i wmawiał ci, że nic więcej się nie zadzieje w twoim świecie. Odetnij tego truciciela, który wydaje twoje pieniądze na złe żarcie i zbędne ciuchy. Gadżety bez znaczenia. I bez znaczenia luksusy. 

Jesteś w pułapce i tak właśnie mija ci czas. Na nic. Po nic. 

Jesteś swoim śmiertelnym wrogiem a możesz być przyjacielem.

Owszem, chwalę się. 

Mój wróg został namierzony i dostaje w ciry. Dzięki temu przyjaciel zyskuje. Widzę go. Zaczynam rozumieć. Ale jest bardzo kruchy.

Jednak zamierzam go bronić bo, odkąd go w sobie odnalazłam,  moje życie zajaśniało i nie zamierzam, by zgasło.





wtorek, 20 stycznia 2026

O mnie, Szawle.

 Odsłuchałam pewien materiał, w którym muzułmanin daje  świadectwo swojego nawrócenia na katolicyzm. Podaję  tytuł: 'Muslim activists invaded Catholic  Church to stomp on Eucharist'. Film  do znalezienia na you tube. 

Rzeczywiście, grupa oddanych Allachowi muzułman wtargnęła na katolicką Mszę, by oskarżyć uczestniczących o największy możliwy grzech, czyli czczenie chleba i wina zamiast prawdziwego Boga. I dla katolików i dla muzułman czczenie stworzenia jest bałwochwalstwem, bluźnierstwem. I tak na Mszę katolicką patrzał autor wspomnianego nagrania, jak na chorą praktykę bałwochwalczą. Jak dla mnie, było to  doświadczenie dogłębnego nawrócenia, podobnego do tego, którego  doświadczył  św. Paweł. Materiał naprawdę dał mi kopa. Ten człowiek, wówczas muzułmanin, poprzez świadectwo uczestników Mszy, znalazł Boga, którego myślał, że zna. Zobaczył jak tragicznie się mylił, sądząc, że  musi stale zabiegać o Jego względy, dokonywać nieustannie nadludzkiego wysiłku, by się Mu przypodobać, w strachu, że byle zaniedbanie sprawi, że straci Jego przychylność. Wtedy, na tamtej Mszy w drzazgi padł system, który go trzymał w karności. Odczuł wszechogarniającą go miłość, akceptację i światło, którego źródła nie rozumiał. Kluczową rolę, poza oczywiście samym Bogiem,  odegrał wtedy ksiądz posługujący we Mszy i wierni. Polecam ten film szczerze sobie obejrzeć. Ja się nie mogłam oderwać. Ja, stary katol, ugruntowany w wierze poprzez liczne trudy i ostre bitwy z sobą samą, pomyślałam, że ciągle jestem Szawłem.

Ludzie. Kwestią kluczową jest świadectwo naszej własnej wiary. 

Nie trzeba wiele mówić, nie trzeba nawracać werbalnie. Trzeba znać Pismo Święte, mieć na co dzień czas dla Boga i dać się kształtować duchowo Duchowi Świętemu. Porzucać fasady i przylgnąć do prawdy. Porzucać próżne zajęcia i robić to, co trzeba.

Wtedy świat się będzie odmieniał.

Fasada to ponura świątynia sztucznego boga, którym się sami  czynimy a wiara w Boga wywraca wszystko do góry dnem. By góry przenosić i usadzać na właściwe miejsce. To się wszystko dzieje w jednym celu i poza nim nic nie ma sensu: odnaleźć w sobie Boga i z Nim dojść jakoś do Nieba.





sobota, 10 stycznia 2026

Coś się zrypało

Tak. Miałam wtedy pisać o polityce. Ciul z nią. Tak,  ujęłam to brzydko. Minął od wtedy miesiąc a ja nie znalazłam czasu, by skończyć tamten tekst. I co? Jajco. Nic. 
Szkoda nie zadać pytania, po co w ogóle zabierać głos. Powody? Tak. Są ale krzyczą o rewizję sensu.
Ja wiem, że jak coś napiszę, to ma to przeważnie sens, nie jest powierzchowne i powielone od innych. Jestem dociekliwa, wytrwała i , cholera, oryginalna. Ale, wiecie co? Nikogo specjalnie to nie interesuje. I szlus. Wszystko w temacie. Mam pewną liczbę tak zwanych odsłon czy wejść czy jak to tam nazwać. Liczba nie jest równa zero ale nie robi na mnie wrażenia. Ma robić??? No, chyba nie.
Niniejszym pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog.
Ale, powiedzmy sobie szczerze, nie jest was wielu a ja mam wywalone na tzw autopromocję. Nie znam się na tym i nie mam czasu. Tak. Mam ważniejsze sprawy. 
Chcecie wiedzieć, jakie?  Pytanie jest retoryczne bo i tak odpowiedź napiszę.
Ja kocham życie. Pisanie też ale życie bardziej. 
Życie nieraz oznacza wycięcie z życia. 
Uwielbiam paradoksy.
Jeżdżę teraz pociągiem a George mnie odbiera z Zielonej.
Zima szaleje, auto stoi pod oknem.
Gdy ląduję na mecie, jest moc. 
Tamtych dwoje, Profesor, ja i George. 
Poza tym nie ma nikogo. 
I tu się zaczyna kaszana i kończy.
Tak. Jest okej. Jet super. Kwitniemy i Ona też. Jest z każdym dniem coraz lepiej.
Jest po prostu zajebiście a jak nie wierzycie to dalej, zajrzyjcie.
Albo właściwie, dajcie se spokój.
Amen w pacierzu. I takie jedno słowo.
Uf. Idę spać. Co za luksus. Czaicie?







środa, 26 listopada 2025

Ye ye

 Spalam się.

Coraz mniej mnie.

Ale 

nie pęknę.

O, nie.

Zaraz się wyśpię

i wstanę rano.

Pobiegnę gdzie muszę

Ogarnę.

A

jeśli jednak nie

zewrzecie siły 

I

jakoś to będzie.






niedziela, 23 listopada 2025

A kiedy przyjdą

 Sytuacja Polski jest prosta jak budowa cepa. Dziwi mnie tylko narracja prawej strony sceny politycznej, która z uporem maniaka upatruje w lewactwie jaśnie sprawującym władzę w Rzeczpospolitej, jakichś objawów autorefleksji nad tym, co robią główne figury i oni sami, zgodnie z wytycznymi tamtych. Nadmienię, że lewactwo to nie jest lewica w czystym, historycznym, sensie tego słowa. Nie będzie żadnej refleksji nad Polską, nad interesem kmiotów, czyli nas wszystkich, którzy śmieliśmy wybrać na prezydenta swojego człowieka. Tak się nie dzieje w kraju nad Wisłą, że cholerne, ciemne masy kmiotów wybierają sobie prezydenta, a ten robi, co zdoła w ich, kmiotów interesie. Nie tak miało się stać. I 'elity' ze słomą w butach dobrze to wiedzą.

Lewactwo ujada pełną parą, co jest i przemyślane i konsekwentne. Żurek zapowiada jawnie zamach stanu, nazywając działania Prezydenta, wynikające z jego konstytucyjnych prerogatyw, łamaniem konstytucji. Plan jest taki, by Prezydenta, który nie stał się długopisem Tuska tylko robi to, co sam uważa za dobre dla Polski i Polaków, postawić przed Trybunałem Stanu za to, że pracuje a jego działania po prostu nazwać, zgodnie ze swoim upodobaniem, łamaniem konstytucji. Dzieje się bardzo niebezpieczna rzecz dla demokracji ale...

komu to, tak naprawdę, przeszkadza?

Lewactwu??? Nie. Lewactwo chce nadal unieważnić demokratyczny wybór Polaków, bo, przepraszam bardzo, co to za ciemna banda, która myśli, że sobie wybierze prezydenta i tak po prostu będzie??? Tak po prostu nie będzie bo 'elitą' jest tutaj lewactwo i tylko ono ma prawo do wpływów i pieniędzy. I lepienia wszystkiego na swoją, wrogą Polsce, modłę. Polskość dla tej 'elity' to nienormalność, to śmierdzący rolnik i ciemna masa, która nie wie, co traci, nie chyląc karku przed Niemcem i nie potakuje, jak należy, pomysłom von der Leyen.

Lewactwo na to nie pozwoli bo interes Polski i Polaków stoi w sprzeczności z ich własnym. Będzie jazgot, będzie nazywanie bezprawia prawem a prawa bezprawiem. Będą brutalne próby odcięcia Prezydenta od pieniędzy, kompetencji i wszelkich możliwości działania na rzecz Polaków. Będzie nazywany wetomatem, sutenerem i czym tam jeszcze. Nawrocki, silny, kompetentny, wykształcony, inteligentny i odważny człowiek nie ugnie się. Ale jest jedno ale.

Nie wiem, czy pamiętacie takie jedno jego zapytanie, na jednym z publicznych spotkań: narodzie!!! Jesteście???

Czy jesteśmy z Nawrockim. Czy staniemy za nim, jak będzie nadal atakowany. Czy upomnimy się odważnie o nasze demokratyczne zwycięstwo i resztki Polski, by nie poszły za bezcen do obcych.  

Czy staniemy za nim czy też włączymy TVN czy inny obcy kanał,  by przespać ten trudny czas na wiadomościach serwowanych z obcej perspektywy. 

Prawda jest taka, że części z nas    j e s t    wszystko jedno, kto rządzi. Jedni pójdą na barykady a drudzy zostaną w domu. Jeszcze inni doniosą na tych pierwszych i wykonają wszystkie rozkazy. Tak było, tak się dzieje i tak też będzie.

Krew bohaterów woła do nas z ziemi.





sobota, 22 listopada 2025

Będzie ładny dzień

 Wstaję trochę za późno ale nie ma tragedii. Wszystko szybko. Kawa? Nie teraz. Nie zdążę. Ale mam z wczoraj kanapkę, dokładam wędlinę, połykam biegając po chacie. Szybka toaleta. Ważne. Makijaż. Też. Gdzie moja kredka. Okej. Jakoś jest. Ciuchy też nie były złośliwe i na sobie mam względny outfit, pas décontracté. Dobrze. Na koniec, cóż. Nie będę przepłacać bo pensja nauczycielska. Swoje kanapki. Chleb jest, ser jest. Wędlina też. I tu uderzenie pioruna. Czy dość wędliny na wieczór? Dla gości? O. O matko. Goście wieczorem będą. Osłupiałam. Miał być gotowy obiad. I co z nim???

Nic. Zrobi się.

Dzwonię w szoku do męża. 

Potwierdza. 

Niedziela. 

Albo się cieszyć albo do psychiatry. 

Wybieram to pierwsze. 

Będzie ładny dzień.