piątek, 17 kwietnia 2026

Eh.

 Wiek człowieka to wielka rzecz.

Z wiekiem nabieram doświadczenia.  Można, jeśli jest taka potrzeba i wola,  odrobić lekcje. Można się siebie nauczyć, co pomaga zrozumieć  potem innych. Nabrać dystansu do wszystkiego, co wtórne. Do swoich i nieswoich emocji, które  nieujarzmione, puszczone bez kontroli, czynią, co czynią, przeważnie spustoszenie. 

Zaczynam też bardziej ważyć słowa, rozumiejąc moc, jaką mają. Mogą czynić różnicę na ziemi  i  nie zaczadzać kosmosu. Albo przeciwnie. Kosmos, zaczadzony, znajduje dojścia, by zatruwać ziemię i zmieniać ją w coraz gorszą przestrzeń.  Kosmos to myśli,  dla których słowa to pociski. Czym strzelam, to czynię. Albo  moje słowo sieje postrach  tyrana, którego skrywam za iluzją fasady wymuszając posłuch przez strach albo pozwalam słowu być balsamem, który pokrywa rany i pomaga im się zrastać.

Stalin umarł zostawiony sam sobie w luksusowej komnacie luksusowej daczy.  Nie znalazł się człowiek odważny na tyle, by ryzykować swoje życie za jego. Czy taki koniec czeka każdego, kto siejąc zło wokół siebie,  w chwili największej potrzeby  nie znajdzie nikogo na tyle blisko, by dostać krztynę zrozumienia i kroplę miłosierdzia? Realne relacje się nie nawiązały a śmierć nie zapyta, czy wolno jej wejść.

I nie trzeba być wielkim, znanym światu tyranem. Wystarczy zamienić w pobojowisko swój najbliższy świat.

I odejść tyranem czym prędzej zapomnianym.

Wiek człowieka to wielka rzecz - jeśli czas, który minął, człowiek przeżył jak trzeba. Jeśli człowiek zmarnował dany sobie czas, nic nie zyskał. Utracił wszystko. I to jest bardzo smutne. I oby nikt tak nie miał.




niedziela, 12 kwietnia 2026

Nie zapomnij

Normalnie, straciłam chęci.

Wiem. Wielkie Święto.

Niedziela Miłosierdzia. 


Osobiście, mam wstręt do słów. Do fraz. Do fasad. Żyję w świecie, gdzie prawda jest pustą frazą, wykorzystywaną na cele kłamców, ludzi zaprzedanych diabłu lub sobie -  swojej wizji bóstwa, którym dla siebie się stali.

Kłamstwo króluje i triumfuje. Za nim idzie pogarda jako wyraz nienawiści, uprawiana przez wszystkich. Przez ludzi wielkiej polityki i przez przyssanych do komputera cyngli. Tym czymś się staliśmy. Cynglami nienawiści. Oczywiście, nie wszyscy. Zawsze zostanie kilku bohaterów na polu bitwy. Ale, zasadniczo, robimy sobie wszyscy piekło. Zacytuję tu jeden z wielu komentarzy, który się pojawił w przestrzeni publicznej, w tym wypadku, pod adresem jednego z ministrów prezydenckich. I nie chce powiedzieć: kochaj Nawrockiego, najlepiej ślepo i nie krytykuj jego ludzi i jego samego. Tego nie mówię. Mówię, że dyskurs na poziomie dostępnym wszystkim poprzez media społecznościowe, zszedł na psy. Na ujadające, zaślinione z nienawiści psy. Wszędzie tego pełno. Boisz się otworzyć lodówkę. Oto wspomniany cytat: 

'Ty pisowska łachudro prawnicza, bez żadnego dorobku,  śmiesz zarzucać, nowo wybranym Sędziom TK, Profesorom z ogromnym dorobkiem naukowym wydawanie wyroków na polecenie polityka Donalda Tuska ? Jak w ogóle gnido prawnicza śmiesz wypuszczać ze swojej paszczy takie oskarżenia. Kiedyś za to zapłacisz. Twoja kariera szybko upadnie. To, że wasza pisowska mafia wybrała do TK czynnych polityków wprost z ław sejmowych lub innych czlonków partii PIS było skandalicznym UPOLITYCZNIENIEM TK. Nowi Sędziowie nie mają żadnych politycznych karier i powiązań. Na miejscu nowych Sędziów TK pozwałbym cię łajzo do sądu za pomówienia i znieważenie”.

 Napisałam  autorowi, że zgłaszam post za hejt i mowę nienawiści. Pan odpisał, bym ominęła epitety i, cytuję: ,zapamietaj treść o ile masz czym'.  A wiec, nie podzielając poglądów pana, narażam się na zarzut braku mózgu czy jakoś tak. Tylko dlatego, że myślę inaczej i  nie obrażając nikogo, piszę komentarz. 

To wszystko odbiera mi chęci, by się angażować, by pisać, by jakoś uczestniczyć w debacie o Polsce. A jestem patriotką, o niepodległościowej, antykomunistycznej przeszłości, z bijącym dla Polski sercem. Mam się zamknąć, wycofać, zapomnieć i nie widzieć barbarzyństwa, które brutalnie włamuje się w przestrzeń publiczną i niszczy moją Polskę??? A wy, czy wam na niej zależy czy może już nie??? Nie, nic nie piszcie, pytam retorycznie.

I to właśnie, w tę niedzielę Bożego Miłosierdzia, jest moim osobistym, egzystencjalnym doświadczeniem. Niemoc. Dodaj do tego hipokryzję i fasadowość, drastycznie obecną znacznie bliżej niż na szczytach polityki czy przestrzeni mediów.  Nie ma aktów dobrej woli, konkretnych działań, które nie potrzebują wielu słów. Jest za to wszechobecna tuba szmerów słów bez znaczenia albo, raczej, ze znaczeniami bez pokrycia. 

Jesteśmy w przepotężnym kryzysie wartości, w świecie, który nie jest gwarantem praw człowieka dla zwykłego człowieka. 

Niech na to wszystko jednak spłynie krztyna Bożego Miłosierdzia. 

Albo, lepiej,

o wiele, wiele więcej.